Zapraszamy na nasz profil !

Miesięczne Archiwum: Sierpień 2011

Multimedia

 

Walentynki – kliknij aby zobaczyć

 

 Filmy z basenu – kliknij aby zobaczyć


 

2. Spartakiada – Relacja w „Zbliżeniach” TVP Bydgoszcz:

3. Dzień Edukacji Narodowej:

Trzylatek do przedszkola – adaptacja 3-latków

 

Współczesne przedszkola są otwarte na potrzeby rodziców i dzieci, dlatego też podejmują wiele inicjatyw i działań własnych, których celem jest podnoszenie jakości pracy placówki, a co za tym idzie podniesienie poziomu zadowolenia rodziców i dzieci.

Zapewne „wasz trzylatek” właśnie rozpocznie lub rozpoczął edukację przedszkolną, która wiąże się z pewnymi trudnościami i dodatkowymi emocjami.

Jako wieloletni nauczyciel przedszkola, chciałabym przekazać Wam kilka praktycznych wskazówek i porad, aby ten pierwszy okres pobytu „ maluszka” w przedszkolu przebiegał w atmosferze wzajemnego zaufania i spokoju.

 

Zacznijmy od pojęcia adaptacji i przyczyn występujących trudności z nią związanych:

Adaptacja to przystosowanie do nowego środowiska, do nowych sytuacji, warunków. Dla małego dziecka takim środowiskiem, otoczeniem społecznym, jest przedszkole, gdzie zdobywa ono pierwsze doświadczenia społeczne. Bardzo ważne jest by te doświadczenia przebiegały w atmosferze wzajemnego zrozumienia i poczucia bezpieczeństwa.

 

Przyczyny trudności adaptacyjnych dzieci:

U dzieci 3-letnich mamy do czynienia z szeregiem czynników utrudniających rozpoczynanie edukacji przedszkolnej tj.

 zdenerwowanie rodzica i jego przeżycia związane z oddaniem dziecka do przedszkola.

 brak zaufania do personelu przedszkolnego, który w obecnych czasach jest doskonale przygotowaną i wykształconą kadrą ( zwłaszcza nauczycielki).

 trudności w nawiązaniu kontaktu z personelem i grupą rówieśników.

 poznanie otoczenia przedszkolnego i opanowanie nowej przedszkolnej przestrzeni.

 poznanie funkcji pomieszczeń i sposobów korzystania ze znajdujących się tam urządzeń ( zwłaszcza ubikacja, łazienka i szatnia).

 poznanie organizacji dnia w przedszkolu i związaną z tym orientacją czasową.

 przyswojenie wymagań dotyczących współżycia w grupie.

 

Rozpoczęcie przez dziecko edukacji przedszkolnej jest momentem przełomowym w jego rozwoju społecznym. Dla wielu dzieci oznacza on pierwsze kontakty z dużą grupą, co wiąże się ze zmianą dotychczasowego trybu życia. Dziecko uczy się nowej dla siebie roli przedszkolaka, ponieważ instytucjonalny charakter opieki nad dziećmi, wymaga od niego pewnego podporządkowania się panującej tam organizacji. Nowe warunki budzą niepokój, niepewność. Potrzebne są pozytywne doświadczenia i czas, aby zaakceptować nową rzeczywistość i przystosować się do niej. Poza tym silna więź emocjonalna z mamą i innymi domownikami sprawia, że zostaje zachwiane u dziecka poczucie bezpieczeństwa. Przeraża je płacz, hałas, śmiech, głośne rozmowy. Nowe otoczenie to własność społeczna, a przestrzeń jest dużo większa i inna od domowej. Obowiązują w niej nowe zasady, przez co obserwuje się u dzieci poczucie zagubienia, a pojęcie „ moje przedszkole” utożsamiają tylko ze swoją salą. Trudności w adaptacji mogą wiązać się też z brakiem orientacji w zakresie organizacji i rytmu dnia przedszkolnego. Tą wiedzę dziecko posiądzie dopiero w miarę zdobywania własnych, nowych doświadczeń. Wymaga to dużego zaawansowania rodziców i personelu przedszkola oraz wzajemnej korelacji działań.

 

Wpływ rodziców na adaptację dziecka do grupy przedszkolnej.

Jeżeli rodzice w pełni akceptują wybrane przez siebie przedszkole, wychowawców pracujących w grupie, ich metody pracy, tym samym zwiększają szansę swojemu dziecku w procesie adaptacji.

Dziecko szybciej przyzwyczai się do placówki i zniesie niedogodności, gdy będzie go postrzegało jako bezpieczne i atrakcyjne dla siebie i swoich rodziców. Dlatego też współczesny rodzic winien przygotować siebie samego i swoje dziecko do nowej roli społecznej tj.„ roli przedszkolaka”.

 

 

 

A oto kilka praktycznych porad dla rodziców:

 

 

MAMO I TATO!

 

Poznajcie przedszkole, do którego będzie uczęszczało wasze dziecko. Np. przez uczestnictwo w tzw. „ dniach otwartych przedszkola”, wizyty w ogrodzie przedszkolnym i przedszkolu, podczas których zapoznacie dziecko z personelem pracującym w oddziale dzieci 3-letnich oraz ich ofertą wychowawczo-edukacyjną. Spacerujcie w okolicach placówki, zachwalajcie ją, opowiadajcie dziecku o zabawkach i kolegach.

 

Przy przedszkolnych pożegnaniach z „ maluszkiem” bądźcie uśmiechnięci i spokojni, bo z waszej twarzy dziecko szybko potrafi wyczytać niepokój, dobre i złe emocje.

 

Bądźcie gotowi na trudne rozstania w pierwszych dniach, nawet tygodniach, na płacz i odmowę wyjścia z domu. A gdy już znajdziecie się przedszkolu stosujcie krótkie pożegnania-, gdyż przedłużanie tej chwili wzmaga w dziecku negatywne uczucia. Nawet, jeśli „ maluch” płacze, pożegnajcie go z uśmiechem i pozostawicie pod opieką wykwalifikowanej kadry, która posiada wieloletnie doświadczenie i doskonale wie jak zabawić i zająć dziecko by szybko zapomniało o trudnym rozstaniu z ukochanym rodzicem. Dziecko 3-letnie charakteryzuje niestabilność uczuć, płacze a za chwilę jest wesołe i świetnie się bawi ( przecież tak samo postępuje będąc z wami w domu).

 

Jeśli mamie rozstanie z dzieckiem sprawia większe trudności, postarajmy się by dziecko do przedszkola odprowadzał tatuś ( zwłaszcza na początku). Z doświadczenia wiem, iż rozstania z tatusiami bywają łatwiejsze, wynika to zapewne z większej stanowczości i opanowania emocji.

 

W początkowym okresie odbierajcie dziecko wcześniej z przedszkola, ponieważ trzy-latek ma inne poczucie czasu i okres przebywania poza domem wydaje mu się bardzo długi.

Pozwólmy dziecku zabrać ze sobą cząstkę domu do przedszkola np. ulubioną zabawkę, książeczkę, ( ale nie smoczek!).

 

Rozmawiajcie z dzieckiem o wydarzeniach przedszkolnych. Wasze zainteresowanie pobudzi zainteresowanie dziecka oraz poczucie, że przedszkole jest czymś ważnym dla was i dla niego. Mówcie dziecku, że czas w przedszkolu będzie spędzało bez rodziców, ale w towarzystwie miłych pań i innych dzieci, z którymi będą się codziennie bawić.

 

Rozwijajcie umiejętności samoobsługowe dziecka, gdyż właśnie bardzo często są one powodem dodatkowego stresu dla dziecka. Pozwól-my dziecku samemu myć ręce, korzystać z toalety a nie nocnika, ubierać się i rozbierać.

 

Wcześniej przyzwyczajajcie dziecko do przebywania w domu i w nowym miejscu pod opieką osób trzecich np. z babcią, dziadkiem, koleżanką.

 

Postaraj się, aby dziecko miało kontakt z rówieśnikami np. na placu zabaw.

 

opracowanie

Izabela Łuczak

Ruch w życiu dziecka

U małych dzieci rzuca się w oczy przede wszystkim ich ogromna potrzeba ruchu. Aktywne poruszanie się jest dla nich źródłem radości i pozytywnych emocji. Dzieci chcą coraz lepiej zapanować nad swoim ciałem i nauczyć się koordynacji ruchów. W tej aktywności skupiają wszystkie zmysły na badaniu swojego otoczenia.

Rozwój motoryczny i jego doskonalenie pozostają w ścisłym związku z ogólnym stanem organizmu i psychomotorycznymi cechami osobowości dziecka. Wraz z wiekiem, przyrostami wzrostu i wagi ciała, wzmacnianiem się i dojrzewaniem organizmu oraz dzięki usprawnianiu się czynności układu nerwowego powstaje możliwość wyuczania się coraz to nowych, trudniejszych i bardziej złożonych czynności.

Drogą zbierania doświadczeń, ćwiczenia, naśladowania, obserwowania, ruchy dziecka stają się coraz bardziej celowe, dokładne, oszczędne, skoordynowane, a także płynne i zautomatyzowane. W toku rozwoju dziecko opanowuje i doskonali różnorodne formy ruchów. Są to przede wszystkim ruchy podstawowe, użytkowe, najbardziej przydatne i stosowane w życiu oraz niezbędne w przystosowaniu się do otaczającego środowiska.

 

Dziecko w młodszym wieku przedszkolnym / 3 i 4 letnie / ma już opanowane pewne czynności praktyczne, jak: chód, bieganie, wspinanie się, pełzanie, itp., ale nie potrafi jeszcze łączyć w jeden ciąg kilku form ruchu, np. rzutu z rozbiegiem, trudność sprawia mu rozwijanie cukierka czy zapinanie guzika w czasie chodu itp. Obca mu jest dokładność ruchów. Najważniejsze dla niego jest samo działanie, a nie cel. Ruchy oderwane od potrzeb życia nie interesują go, toteż dziecko cieszy się na przykład z odkręcania i ponownego zakręcania wieka słoików albo wycierania stołu niezależnie od tego, czy jest brudny, czy też nie. Dzieci są niezwykle pomysłowe, jeśli chodzi o aktywne poruszanie się. A przy tym zabawki interesują je o wiele mniej, niż przedmioty będące częścią codziennego życia, które bardziej je pociągają. Dzięki wielokrotnie powtarzanym ćwiczeniom dziecko rozwija zręczność manualną oraz zrozumienie dla zależności od praw fizycznych. Na podstawie tych elementarnych działań pojawia się coraz więcej kompleksowych sekwencji ruchów, a dzieci nabywają umiejętności, dzięki którym poza radością z samej czynności zaczynają dostrzegać zewnętrzny cel.

W grupa dzieci 5 i 6 letnich wyraźnie różnicuje się w rozwój motoryczny i to w sposób złożony. Z jednej strony można w niej znaleźć dzieci, których rozwój przebiega w normie, a oprócz tego dzieci o przyspieszonej dynamice lub nieco słabiej rozwinięte. Z drugiej strony obserwujemy pierwsze objawy różnic w rozwoju, wynikające z odmiennych upodobań i zainteresowań. Cechy motoryczne takie jak siła, szybkość, zwinność, zręczność, ogólna wytrzymałość osiągają dość wysoki poziom. Wyraźnie zaznaczają się takie cechy charakteru jak odwaga, ambicja, chęć wykazywania się sprawnością, przeżywanie własnych sukcesów i niepowodzeń. W czynnościach ruchowych daje się zauważyć płynność, swobodę i dynamikę. Ruchy stają się bardziej celowe, odpowiednio przystosowane do zadania, wysiłki ekonomiczniejsze. W działaniu zauważa się celowość, obserwuje się zjawisko przewidywania ruchowego w postaci np. pochylenia tułowia i wyciągnięciu rąk w celu chwytu piłki itp. Podstawowe ruchy, jak bieg, podskoki, ulegają automatyzacji i stąd obserwuje się ich większą płynność i swobodę.

 

Wychowanie przez ruch ma na celu hartowanie, krzepnięcie i wzmocnienie organizmu. Dziecko ma okazję do gromadzenia wielu doświadczeń psychoruchowych, do podniesienia ogólnej sprawności ruchowej, rozwijania twórczej inwencji za pomocą ruchu, rozwijają się jego umiejętności rekreacyjne i sportowo – użytkowe. Kiedy dzieci są aktywne w opisany wyżej sposób, pracują nad rozwijaniem swojej osobowości. Uczą się przekładać swą wolę na sensowne działanie. Dzieci bardzo się cieszą z dokładności ruchów, dążenie do niezależności związane jest z próbą zrobienia czegoś w sposób dokładny i prawidłowy. Z tego powodu ważne jest, by rodzice i wychowawcy pokazywali dzieciom wykonywanie danej czynności powoli, dokładnie i tak, by dziecko mogło ją dobrze zaobserwować. Zręczność i dyscyplina mogą rozwijać się tylko dzięki obserwacji działania dorosłych.

Jeśli dziecięcą potrzebę ruchu i aktywności stłumi się, źle ukierunkuje albo pozostawi samą sobie, wtedy zaburzony zostaje pozytywny rozwój dziecka. A ponieważ żyjemy obecnie w świecie ukierunkowanym przede wszystkim na potrzeby dorosłych, trzeba pamiętać, by stwarzać dzieciom specjalne miejsca do ich specyficznych zabaw.

 

Zadaniem pozytywnego wychowania jest wspieranie dziecka doskonaleniu przez samodzielność. Szczególnie w tym, by samodzielnie chodziło, samodzielnie jadło, samodzielnie się ubierało i rozbierało, samodzielnie wykonywało jakąś pracę. Należy podkreślić związek ruchu i rozwoju świadomości oraz inteligencji. Maria Montessorii powiedziała: ”Ruch jest nie tylko wyrazem Ja, lecz również niezbędnym czynnikiem tworzenia się osobowości: przecież służy on zarysowaniu jasnych związków między Ja i rzeczywistością zewnętrzną. Ruch jest tym samym istotnym czynnikiem pozwalającym na poszerzenie inteligencji, potrzebnej dla rozwoju dziecka i świadomego odbierania bodźców z otoczenia”.

 

Renata Świetlik Przedszkole STEP

Etapy rozwoju dziecka

Rozwój dziecka od narodzin do dojrzałości dokonuje się zgodnie z kolejnymi etapami, które pozostają w ścisłym ze sobą powiązaniu i dają się porównać do odrębnych rozdziałów tej samej opowieści. Tak napisał Maurice Debesse francuski humanista i psycholog który zaproponował aby najmłodsze lata człowieka podzielić na następujące okresy:

Wiek dziecinnego pokoju – od urodzenia do 3 roku życia.

Wiek koziołka – od 3 do 7 roku życia.

Wiek szkolny – od 7 do 13 roku życia.

 

Artykuł przedstawia charakterystyczne dla wieku etapy rozwoju dzieci w wieku koziołka. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że nie należy wiązać i doszukiwać się w sposób sztywny powiązań cech z wiekiem ponieważ każdy człowiek, a zatem i dziecko są indywidualnością. Dziecko dokonuje w samoistny sposób i w indywidualnym dla siebie czasie przejścia pomiędzy opisanymi cechami rozwoju. Są one wynikiem systemu wzajemnych oddziaływań, procesu dorastania i uczenia się oraz atmosfery i warunków w jakich dziecko się rozwija.

 

TRZYLATEK

Już w wieku niemowlęcym kształtują się podstawy osobowości, lecz dopiero około 3 roku życia dziecko zaczyna używać zaimków osobowych takich jak „ja” czy „mnie”. Stara się z uporem umacniać swoje „ja” w celu zdobycia większej autonomii. Manifestuje, buntuje się i dzięki podejmowanym wysiłkom, a często nieposłuszeństwu utwierdza swoją osobowość. W zależności od indywidualności dziecka poziom opozycji zaznacza się mniej lub bardziej ostro. Łatwo traci poczucie bezpieczeństwa co wyraża płaczem i szuka potwierdzenia miłości i skupienia na nim uwagi. Jest zazdrosny.

Mechanizm myślenia 3-latka ma charakter globalny, co oznacza, że dziecko postrzega elementy otocznia jako całości mało jeszcze zróżnicowane. Niezdolne jest jeszcze do procesów analizy i syntezy, myśli chętnie za pomocą zespołów, kojarzy i łączy ze sobą sprzeczności. Nie potrafi początkowo ani opisywać, ani opowiadać, zaczyna sobie coś wymyślać, fantazjuje. Nie potrafi nawet wyjaśnić tego, co widzi zgodnie z zasadami przyczynowości, przypisuje motywacje ludzkie zjawiskom naturalnym. Dziecko w tym wieku myśli przede wszystkim za pomocą swoich oczu, uszu, rąk, można powiedzieć całym swoim ciałem. Zabawa, najchętniej indywidualna, lub z opiekunem jest naturalnym rodzajem aktywności w tym wieku. Dotąd niechętne stopniowo staje się otwarte na współpracę. Teraz chętniej odda zabawkę i bawi się z innym dzieckiem. Nawiązuje pierwsze przyjaźnie. W coraz silniejszym stopniu myśli za pomocą słów.

 

CZTEROLATEK

Dziecko koło czwartego roku życia nabiera zwinności, staje się wrażliwsze na muzyczne rytmy lubi tańczyć, odczuwa też chęć podobania się, pragnie skupiać na sobie uwagę. Dziecko w tym wieku lubi przeciwstawiać się wszelkim poleceniom które do tej pory wykonywało grzecznie i dokładnie. Bezcelowe jest wtedy stosowanie jakichkolwiek kar. Bardzo potrzebna jest w tym okresie określenie jasnych granic, stanowczość i konsekwencja. Czterolatek musi mieć możliwość sprawdzania się. Różnymi sposobami, również poprzez upór i bunt oraz naśladowanie dorosłych dąży do wzbogacenia własnego „ja”. W miarę upływu czasu wzrasta opanowanie nad sobą, wzrasta jego poczucie bezpieczeństwa. Zabawy funkcjonalne wzbogacają się o pomysłowe i złożone działania dziecka starszego. Zaspokajają one potrzeby tworzenia i wyrażania siebie. Dzieci rozwijają formy współpracy i zabawy. Większość dzieci w tym wieku przejawia wręcz fanatyczny stosunek do prawdy. Intencje innej osoby są tu mniej ważne niż prawda. W wieku czterech lat dzieci zaczynają rozumieć, że oszustwo jest czymś złym.

 

PIĘCIOLATEK

Około piątego roku u wielu dzieci powraca czas zachwycającej równowagi. Stają się pogodzone z sobą, są spokojne, przyjacielskie, można na nich polegać. Zabawa wzbogaca się też o dodatkową formę aktywności – jest nią praca. Charakteryzuje się ona tym, że dziecko nie przerywa wykonywanego zadania, jeśli mu coś do skończenia brakuje uzupełnia. Jest wytrwałe w swojej intencji i dopiero z chwilą ukończenia pracy oddala się od niej. Oznacza to, że dziecko łączy zabawę z doświadczaniem, poszukiwaniem, ze sztuką, z pracą, które dopiero później ulegają zróżnicowaniu. Między czwartym a szóstym rokiem życia świadomość moralna dziecka przestaje być wiązana z możliwością otrzymania nagrody czy kary, a zaczyna obejmować ogólniejsze, abstrakcyjne standardy przekształcające się w dalszych latach do ocen moralnych czy słuszności. W miarę rozwoju zdolności postrzegania i umiejętności poznawczych, dzieci coraz sprawniej uczą się dostrzegać sygnały wskazujące na trudną sytuację emocjonalną innych ludzi i potrafią odpowiednio zareagować.

 

 

SZEŚCIOLATEK

Okres pomiędzy piątym i szóstym rokiem życia znowu może cechować się nadmiernymi emocjami czasami rozdzierają je skrajności. Ponownie chce być w centrum uwagi, chce być najbardziej kochane, najlepiej oceniane, mieć wszystkiego najwięcej. Zachowanie wtedy zaczyna przypominać zachowanie 2 ½ latka. Dzieci w tym wieku bywają często krnąbrne, niegrzeczne. Gotowe są dyskutować o każdym poleceniu godzinami. Jednocześnie pragną zdobywać stale nowe doświadczenia, pragną często zbyt wiele na raz. Bardzo pomocne są wówczas motywacje zawierające podziw i uznanie dla osiągnięć dziecka. Pod koniec szóstego roku powraca etap uspokojenia, pewności siebie i zadowolenia.

 

SIEDMIOLATEK

często markotnieje, patrzy i słucha pozostając na uboczu. W tym wieku dziecko często zbyt wiele od siebie wymaga. Zaczyna dostrzegać różnice pomiędzy swoimi umiejętnościami i rówieśników. Potrzebuje wsparcia i życzliwości. Oczekuje wysłuchania jego żalów i rozterek poważnego traktowania. Wiek siedmiu lat stanowi o rozwoju i umacnianiu się fazy empatii poznawczej. Jest nią umiejętność spojrzenia na pewne sprawy z punktu widzenia innego człowieka i stosowne do niego zachowanie. Umiejętność ta sprawia, że dziecko wie kiedy ma podejść do smutnego przyjaciela, a kiedy pozostawić go samego. Empatia poznawcza nie wymaga komunikacji emocjonalnej (np. płaczu) ponieważ dziecko rozwinęło już wewnętrzny punkt odniesienia odczuwa co przezywa inna osoba w trudnej sytuacji.

Dziesięć przykazań wychowania dzieci

Niezmiernie trudno dać krótkie, praktyczne i skondensowane rady jak wychowywać dzieci. Z reguły spotykamy się publikacjami wycinkowo analizującymi problemy albo z naukowymi opracowaniami. W ostatnich latach coraz częściej możemy spotkać ciekawe książki adresowane do rodziców i nauczycieli w których autorzy opisują w sposób bardzo ciekawy i zrozumiały swoje doświadczenia pedagogiczne i wychowawcze. W jednej z takich publikacji pt. „Czego potrzebują dzieci” autorka Mia Kellmer Pringle mające bogate doświadczenie wychowawcze i pedagogiczne proponuje bardzo jednoznaczne, nowoczesne, krótkie, a zatem warte prezentacji oraz propagowania

 

„Dziesięć przykazań wychowania dzieci”.

 

1 Okaż twojemu dziecku trwałą, nieustającą miłość i opiekę – jest to tak ważne dla jego umysłowego i duchowego zdrowia, jak pożywienie dla ciała.

 

2 Bądź hojny w poświęcaniu dziecku swojego czasu i okazywaniu mu twojego zrozumienia – bawienie z dzieckiem lub czytanie na głos liczy się o wiele więcej niż uporządkowane, funkcjonujące bez zakłóceń gospodarstwo domowe.

 

3 Umożliwiaj twojemu dziecku zdobywanie nowych doświadczeń i już od pierwszych dni jego życia „zanurz” je w mówionym języku – wzbogaca to jego duchowy rozwój.

 

4 Zachęcaj dziecko do zabawy w każdej formie: w pojedynkę, z innymi dziećmi, do badania świata, naśladowania, eksperymentowania, budowania, kreatywnego tworzenia.

 

5 Chwal częściej i głośniej wysiłki niż osiągnięcia.

 

6 Powierzaj dziecku stale rosnącą odpowiedzialność – podobnie jak inne umiejętności trzeba je wciąż trenować.

 

7 Pamiętaj o tym, że każde dziecko jest wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju – sposób, w jaki traktujesz jedno i który jest dla niego zupełnie w porządku, dla drugiego może być niewłaściwy.

 

8 Pokazuj swoją dezaprobatę i niezadowolenie w taki sposób, który nie będzie oznaczał dla wieku, osobowości i rozumienia dziecka zbyt wygórowanych wymagań.

 

9 Nigdy nie używaj groźby pozbawienia dziecka miłości albo że je komuś oddasz. Możesz odrzucać i nie akceptować jego zachowania, ale nie pozwól nigdy, aby zrodziło się w nim podejrzenie, że możesz odrzucać jego osobę.

 

10 Nie oczekuj wdzięczności. Twoje dziecko nie prosiło się, żeby przyjść na świat – to była twoja decyzja.

 

Mia Kellmer Pringle „Czego potrzebują dzieci”

Kocham. Nie biję – akcja przeciw przemocy w rodzinie

Nie wierzę, że prawnie można zmienić los maltretowanych dzieci, gdy politycy publicznie chwalą się stosowaniem kar cielesnych w domu. My, rodzice, musimy zmienić się sami – mówi Anna Mazepa-Sobiak, mama z Gdańska

Pulchniutka roczna dziewczynka przytula się do piersi swojej mamy, jedną rączkę ufnie opiera na ramieniu przytulonego do nich ojca. Maleństwo to Lena. Pozuje razem z rodzicami – Karoliną i Tomaszem, którzy w październiku biorą ślub.

Ta gdyńska rodzina pojawiła się właśnie – w ramach akcji „Kocham. Nie biję” – na tysiącu billboardów w całej Polsce. Kampanię i jej hasło wymyśliła Anna Mazepa-Sobiak, mama ośmiomiesięcznego Miłosza z Gdańska.

Anna Mazepa-Sobiak wciąż czeka na zdjęcia szczęśliwych rodzin. Można nadsyłać je na adres: kocham.niebije@gazeta.pl. Trafią na stronę www.kochamniebije.pl, która będzie gotowa za kilka dni

– Gdy byłam w ciąży, wstrząsnęła mną obejrzana w telewizji historia chłopczyka skatowanego tak, że stracił wzrok i słuch. Serce mi się krajało – mówi. – Gdy urodził się Miłosz, patrzyłam na niego i mówiłam: „Jesteś cudowny”. Czasem wracał obraz tamtego pobitego dziecka. Wiedziałam, że muszę działać – dodaje Anna.

Według Komendy Głównej Policji tylko w ub.r. ofiarami przemocy domowej (bicie, okaleczenie, zaniedbanie, wykorzystanie seksualne) padło 37 tys. dzieci do lat 13. W badaniach CBOS aż 22 proc. rodziców przyznało, że regularnie sprawia dzieciom „porządne lanie”.

– To tylko bezduszne cyfry, a przecież za każdą z nich stoi dramat – mówi Anna. – Wierzyłam, że rodziców, którzy myślą podobnie jak ja, musi być więcej. Wymyśliłam akcję „Kocham. Nie biję”.

W maju, w Dniu Matki, mama Miłosza pojawiła się w gdańskiej redakcji „Gazety”. Poprosiła o pomoc w poszukiwaniu twarzy do jej kampanii. Nie chciała zawodowych modeli. Zależało jej na rodzicach, którzy naprawdę nie podnoszą ręki na swoje dzieci. Szukała także sponsora akcji i firmy, która pomogłaby ją przeprowadzić. Już w pierwszych dniach na jej apel w „Gazecie” odpowiedziało ponad 50 rodzin. Znalazły się firmy: MCSI Group sponsoruje akcję, Agencja Reklamowa YAPAN zrobiła plakat z małą Leną i jej rodzicami.

Mama Leny: – Tu nie chodzi o reklamy kaszek czy pieluch, ale o coś ważniejszego, o szczęście innych maluchów. Uczestniczymy w czymś niecodziennym.

– Nigdy nie dała pani Lenie klapsa?

– Oczywiście, że nie. Pupa Lenki służy tylko do pieszczot (śmiech). Ale poważnie: żeby uderzyć roczne dziecko, trzeba być chyba chorym psychicznie. My zakładamy, że bicia dzieci w naszej rodzinie nie będzie nigdy. Bo Lenka to pierwsza z nadchodzącej trójki naszych dzieci. Taki mamy plan.

Billboardy z rodziną Leny zgodziły się powiesić za darmo na swych tablicach firmy outdoorowe: AMS, Clear Channel Poland, Ströer i News Outdoor.

– Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę – cieszy się Anna Mazepa-Sobiak. – Dziękuję wszystkim. Może ktoś, kto bije swe dziecko, spojrzy na tę słodką Lenkę na plakacie i sobie pomyśli: „I ja bym tak mógł”. Nie wierzę, że zapisy prawne mogłyby zmienić los maltretowanych dzieci. Nie teraz, gdy politycy publicznie chwalą się, że stosują kary cielesne. Musimy zmienić się sami.

Klaps, szybka droga donikąd

Z Barbarą Smolińską, psychoterapeutką, rozmawia Magda Rodak

Bicie dzieci jest najmniej skuteczną metodą wychowawczą. A jednocześnie najczęściej stosowaną.

To Pani wpadła na pomysł, żebyśmy porozmawiały o klapsach. Dlaczego?

Statystyki są zatrważające: około 80 proc. rodziców uważa, że można bić dzieci.

A jednocześnie bardzo rzadko przychodzą do mnie listy na ten temat, a przecież odpowiadam na nie w „Dziecku” już od dziesięciu lat…

Na naszym forum w internecie rodzice żywo dyskutują o klapsach. Wielu jest za.

Klaps, lanie to zawsze bicie słabszego. Ogromna większość ludzi zgodzi się, że nie należy bić słabszych, tego też uczy swoje dzieci. Żywo reagujemy, kiedy jakieś dziecko potrąci nasze, czy rzuci mu piaskiem w oczy… A dając klapsa czy szarpiąc dziecko, nie myślimy o tym, że zadajemy mu ból! Natomiast kiedy dziecko z ciekawości ciągnie kota za ogon, mówimy, że tak nie wolno, bo to kota boli!

Czy Pani wychowała dzieci bez klapsów?

Odpowiem uczciwie: nie mogę powiedzieć, że nigdy nie dałam klapsa. Klaps nie jest żadną metodą wychowawczą, ale każdemu z nas może się zdarzyć. Nie twierdzę jednak, że to jest dobre i skuteczne… Niektórzy mówią: „Byłem bity i wyrosłem na porządnego człowieka”.

Za tym stoi przekonanie, że gdybym nie był bity, pewnie nie wyrósłbym na porządnego człowieka. Co innego jest przyznać się, że dałem klapsa, że poniosły mnie nerwy, ale nie jest to nic dobrego, a co innego uważać, że to służy dziecku. Klaps nie służy dziecku. Służy mnie – żeby wyładować zdenerwowanie. Nie udało mi się zapanować nad sobą, nie wyszło…

A jednak niektórzy uważają, że bez bicia nie da się dziecka wychować.

Najgorsze jest to, że bite dzieci nabierają przekonania, że to sprawiedliwe, że im się należało. Dziecko nie może żyć z przekonaniem, że jego rodzic jest okrutny. W pierwszej chwili pomyśli: „Mama jest okropna”, ale potem zacznie ją usprawiedliwiać. I to jest groźne dla jego psychiki. Dziecko, które często dostaje klapsy, zaczyna przeżywać różne uczucia. Żal, smutek może wyrazić płaczem, ale złości na tego, kto bije, już nie. Złość jest powściągana, spychana gdzieś głęboko. I z tą złością dziecko żyje. Co się może dziać dalej? Może wyrosnąć na kogoś, kto będzie bił słabszych, prowokował konflikty z rówieśnikami, bo ta złość będzie potrzebowała ujścia. A gdy dorośnie, będzie dawać klapsy swoim dzieciom.

Wszystkim rodzicom polecałabym film „Pręgi”. To nie jest film o psychopacie, ale o ojcu, który chce dobrze i uważa, że bez bicia dziecka się nie wychowa. Znakomicie pokazano, jakie spustoszenia poczyniło takie wychowanie w psychice głównego bohatera, jak bardzo już jako dorosły człowiek musi się on zmagać z pokładami agresji, które ma w sobie.

Niektórzy sądzą, że do wyboru mamy klapsy albo wychowanie bezstresowe.

To nie tak, że albo pozwalamy dzieciom na wszystko, albo im dajemy klapsy. Jest jeszcze opcja wyraźnych granic, które są niezbędne. Nie o to chodzi, żeby być partnerem trzylatka. Rodzice mają być rodzicami, a dzieci mają być dziećmi. Im bardziej rodzice czują, że mają prawo do własnego, dorosłego osądu rzeczywistości, tym rzadziej wchodzą w sytuacje absurdalne. Często dostaję listy od rodziców, którzy są zaskakująco bezradni. Trzylatek chodzi z butelką, ma próchnicę, zęby mu krzywo rosną. A gdzie są jego rodzice, którzy powinni wyrzucić butelkę już rok temu? Prawdopodobnie trudno im wytrzymać płacz, protest dziecka, więc godzą się na ten absurd. Tymczasem dziecko traci poczucie bezpieczeństwa, jeżeli żyje wśród dorosłych, którzy są bezradni. A im bardziej jesteśmy bezradni, tym częściej dajemy dziecku klapsy.

Co Pani sądzi o opinii, że dziecka nie należy bić w złości, tylko na spokojnie?

To budzi mój ogromny protest i oburzenie. Dużo łatwiej mi zrozumieć tych, którzy czasem w złości dadzą dziecku klapsa – tym rodzicom chciałabym powiedzieć, by nie dramatyzowali. Nie musimy dziecka przepraszać za to przez rok. Trzeba umieć sobie pewne rzeczy wybaczać – jeśli na co dzień jestem w miarę przytomnym rodzicem, kocham swoje dziecko, spędzam z nim czas, bawię się, to nawet jeśli dałam mu klapsa, mogę przejść nad tym do porządku dziennego.

Natomiast bicie bez emocji, jako kara, jest dla mnie po prostu okrutne. Mam pacjentów, którzy w ten sposób byli bici w dzieciństwie i muszą długo korzystać z terapii, żeby sobie z tym poradzić. To bardzo psychicznie uszkadza dziecko, bo najbliższa osoba daje sprzeczny przekaz: „Kocham cię i dlatego cię biję”.

Czasem matki wiedzą, że ojciec bije, ale w imię „dobra rodziny” nie bronią dziecka…

Znam to głównie z pracy z dorosłymi pacjentami. W procesie terapii muszą oni najpierw dotrzeć do wielkiej złości w sobie skierowanej wobec tego dorosłego, który bił. Ale potem też zawsze otwiera się w nich ogromna złość i rozczarowanie wobec tego, kto był świadkiem, a nie stanął w obronie. Dlatego tak ważna jest zasada, żeby bronić słabszych. Jeśli ktoś jest przeciwny karom fizycznym, zachęcam do kłótni ze współmałżonkiem na ten temat, do szukania innych rozstrzygnięć, a nie do poświęcania dziecka w imię unikania konfliktów.

A co z agresją słowną – wyzwiskami, obraźliwymi epitetami?

Uderzenia nie zawsze muszą być fizyczne. Słowa też mogą ranić. Nierzadko dziecko, i to całkiem małe, słyszy w domu, że jest głupie, jest debilem, niedobrym dzieckiem. Jeśli często słyszy takie rzeczy, nic dziwnego, że później ma poczucie małej wartości, z którego potem trzeba się leczyć latami

Czy trzeba interweniować, gdy na ulicy jakaś mama szarpie dziecko?

W Polsce nie jest przyjęte, aby reagować. Ale co jakiś czas czytamy o bulwersujących faktach – sąsiedzi słyszeli, że dziecko rozpaczliwie krzyczy, ale nie zareagowali. Społeczne przyzwolenie zaczyna się chyba właśnie od tych klapsów, które tak często obserwujemy na ulicy, szczególnie wobec małych dzieci. Ale pojawia się dylemat – czy po naszej uwadze ta mama jeszcze bardziej zbije dziecko w domu? A może zacznie się jednak zastanawiać nad tym, co robi? Sama nie wiem…

Co powinni zrobić rodzice, którzy widzą, że coraz częściej rozwiązują konflikty za pomocą klapsów?

Zastanowić się nad swoją historią rodzinną. Nie wszyscy rodzice, którzy sami w dzieciństwie byli bici, biją, ale ci, którzy biją, niemal zawsze byli bici. Czasem potrzebna jest refleksja nad życiem bieżącym. Może mąż za mało mi pomaga? Może bardzo kocham swoje dziecko, ale jestem już trzeci rok na urlopie wychowawczym i mam ochotę czasem wyjść z domu sama? A może źle mi się wiedzie w moim związku i biję dziecko, choć tak naprawdę jestem wściekła na męża? Może wiąże się to z problemami w pracy? Łatwiej jest wyładować agresję na młodszym i słabszym niż na kimś dorosłym.

Często dajemy klapsy wtedy, gdy nie umiemy wytyczać dziecku granic. Mówimy „nie” w taki sposób, że ono tego nie respektuje. Albo mówimy to „nie” bez przerwy… Wtedy klaps, lanie może stać się dla rodzica jedynym rozwiązaniem. Ale to droga, która prowadzi donikąd. Jeżeli natomiast potrafimy powiedzieć „nie” w sposób zdecydowany, nie musimy się uciekać do agresji fizycznej. Ostatnio w listach do mnie jest dużo pytań w rodzaju: „Co robić, kiedy dziecko bije mnie po twarzy, kopie babcię, pluje itd.?”. Dać klapsa dziecku za to, że kopie, to myślenie bardzo pokrętne! Trzeba chwycić za nóżkę dziecka, które kopie drugą osobę, i mocno przytrzymać, nawet jeśli to trochę je zaboli. Trzeba użyć takiej siły, która powstrzyma dziecko, i to jest wytyczenie granic, a nie agresja.

A czy nie lepiej wytłumaczyć?

Dwu-, trzylatkowi nie da się wszystkiego wytłumaczyć. Jeżeli coś mu tłumaczymy pół godziny, a to do niego nie dociera, w końcu i tak się wkurzymy i damy klapsa. Jeśli dziecko leży na podłodze w supermarkecie i krzyczy, a my mu tłumaczymy, żeby tak nie robiło, to po pierwsze, ono tego w tym momencie nie słyszy, a po drugie, prawdopodobnie nie rozumie. Do dwu-, trzylatków trafiają tylko bardzo proste przekazy. A potem konieczne jest działanie. Czasem chodzi o to, żeby przerwać sytuację kryzysową, np. wyprowadzić skądś dziecko. Czasem trzeba mu zaproponować jakąś zabawę. Wiele dzieci jest w stanie bawić się obok mamy, która rozmawia, jeżeli co jakiś czas mama mu powie: „Ładnie budujesz”.

Klaps często bywa karą za dokuczanie rodzeństwu.

Jeśli siły są w miarę wyrównane, nie ma potrzeby ingerować natychmiast w konflikty między rodzeństwem. Czasem za szybko chcemy ustalić, kto był winny i kogo należy ukarać. Często jesteśmy skłonni za winne uznać starsze dziecko: musi być mądrzejsze, ustąpić, podporządkować się. Tymczasem nierzadko to młodsze jest bardziej uciążliwe. Łatwiej jest powiedzieć starszemu, któremu młodsze podarło zeszyt: „No to nie zostawiaj zeszytu na biurku”. Ale właściwie dlaczego? Może to jednak jest zadanie dla rodziców: pilnować młodsze rodzeństwo, żeby nie niszczyło zeszytów, które leżą na biurku?

Czasami dziecko jest nieznośne, bo chce na siebie zwrócić uwagę.

Nie lubię określenia „nieznośne”. Pewnych rzeczy po prostu nie można wymagać od małego dziecka. Niektórzy rodzice uważają, że już półtoraroczne dziecko powinno siedzieć z nimi przy stole w wysokim krzesełku, ale przecież nawet trzylatek długo nie wytrzyma przy stole.

Wiele zachowań małych dzieci wynika raczej z ciekawości niż nieposłuszeństwa. Moje dzieci bardzo lubiły wysypywać mąkę i cukier. Myślę, że nie wiedziały, czym się różni cukier od piasku w piaskownicy, dlaczego tam można się tak bawić, a w kuchni jest to zabronione. Ponieważ jednak nie chciałam, żeby bawiły się cukrem w kuchni (nie jestem aż tak tolerancyjną mamą), pozakładałam na drzwiczki szafek gumki recepturki, żeby nie mogły ich otworzyć. Gdybym dała dziecku mocnego klapsa, też pewnie by się nauczyło, ale gumka recepturka okazała się wystarczająco skuteczna.

Czasem trzeba pomysłowości…

Klaps jest prostym rozwiązaniem. Inne rozwiązania wymagają więcej zastanowienia, konsekwencji, stanowczości. Wszyscy mamy zdrowy rozsądek i warto, byśmy się nim kierowali.

Czy klaps to dobra metoda wychowawcza?

Agata Domańska

Ile razy jako dzieci byliście karani laniem? Pewnie nieraz zdarzyło się wam dostać klapsa. I wtedy część z was na pewno myślała, że to bardzo upokarzające i że wy nigdy nie będziecie w ten sposób karać swoich dzieci.

SONDAŻ

Klaps to:

normalny elemet wychowania dzieci

czasami, ale rzadko, dobra kara

wyraz bezradności rodziców

nieakceptowalny akt przemocy

Dorośliście, sami staliście się rodzicami i wielu z was być może zmieniło poglądy. No bo jak tu inaczej przywołać do porządku rozwrzeszczane dziecko? Więc jak to jest? Czy klaps to dobra metoda wychowawcza?

Tak. Klaps jest nieodzownym elementem wychowania.

Tadeusz Cymański poseł na Sejm z ramienia PiS

Klaps jest dla dziecka bardzo wyraźnym sygnałem dezaprobaty rodziców dotyczącej jego zachowania. Jest to przykład najbardziej dosłownego skarcenia niegrzecznego malucha. I choć nie może być podstawową formą procesu wychowania i nie zastąpi spojrzenia, gestu i miłości, to wychowując dziecko, klapsów uniknąć się nie da.

Tak jak w dorosłym życiu niemożliwe jest uniknięcie stresu, podobnie i tutaj – nie da się uniknąć przykrych sytuacji. Czasem zresztą dziecko jest w takim nastroju, np. rozhisteryzowane, że nie docierają do niego żadne słowne perswazje. Obserwujemy takie sytuacje np. podczas zakupów w supermarkecie. I choć najpiękniejsze jest przemyślane wychowanie przez miłość, słowo i spojrzenia, taka mocna forma jak klaps, która wprawdzie powinna być na samym dole w hierarchii metod wychowawczych, czasem jest konieczna. Dzięki niemu dziecko wie, że ojciec czy matka nie żartują, i inaczej reaguje.

Proszę jednak pamiętać, że mówimy o klapsie, czyli klepnięciu w pupę, a nie o katowaniu czy innym fizycznym znęcaniu się nad dzieckiem. Nie chcę, żeby z klapsem kojarzono brutali i okrutników. Ale warto pamiętać, że świat bez klapsa, z wyrugowanym z systemu prawnego słowem „posłuszeństwo” i bez władzy rodzicielskiej pozwalającej karać potomstwo byłby światem sztucznym, nieprawdziwym. Na pewno nie dałby dobrych owoców.

Nie można postawić znaku równości między rodzicem a dzieckiem, bo to demontaż rodziny. A postawienie znaku równości pomiędzy klapsem a biciem jest nadużyciem stawiającym w złym świetle zwolenników tradycyjnego wychowywania.

Metody wychowawcze muszą być tak różne, jak różne są dzieci. Niektórym wystarczy okazanie dezaprobaty groźnym spojrzeniem. Inne potrzebują bardziej dosadnego przesłania. Rodzice kochają, znają swoje dzieci i wiedzą, co jest dla nich najlepsze. I nawet jeśli przyjmiemy, że klaps jest owocem braku cierpliwości i jest porażką rodzica, to odmawiając rodzicom prawa do dawania klapsów, odmawiamy im prawa do popełniania błędów. A przecież są tylko ludźmi.

Często opinie dotyczące wychowania dzieci wygłaszają ludzie, którzy sami ich nie mają i nie poznali na własnej skórze, jak trudno być rodzicem – a co dopiero rodzicem doskonałym. Pamiętajmy, że siła bez miłości przeradza się w okrucieństwo. Ale miłość pozbawiona siły może przerodzić się w bezradność.

Nie. Klaps nie jest w ogóle metodą wychowawczą.

Maria Keller-Hamela psycholog pracujący w fundacji Dzieci Niczyje

Dawanie dziecku klapsów jest przekazywaniem mu postawy, która pozwala na przemoc. Jest pokazywaniem mu, że silniejszy ma rację, a załatwianie spraw poprzez przemoc jest dozwolone. Dzieci, które były dyscyplinowane w ten sposób, mogą w przyszłości odwzorowywać takie zachowania i same stosować przemoc, gdy znajdą się w sytuacjach konfliktowych.

Poza tym klaps jest wynikiem bezradności rodziców, którzy reagują agresją na to, że nie radzą sobie z dzieckiem. Stosowanie klapsów często prowadzi do eskalacji przemocy – najpierw, kiedy dziecko jest niegrzeczne, dajemy mu jednego klapsa. Potem, skoro dalej jest niegrzeczne, dostaje dwa, a potem trzy klapsy.

Gdzie jest granica? Skuteczność klapsa jest oparte nie na obawie przed dezaprobatą rodzica, ale na strachu przed bólem. I uczy nie szacunku do rodziców, lecz strachu przed nimi. Dziecko powinno darzyć rodziców szacunkiem, powinni być oni dla niego autorytetem.

Nie chodzi o to, żeby dziecko nie ponosiło konsekwencji swojego zachowania czy w ogóle nie było karane. Ale nie możemy wykorzystywać do tego celu bicia, sprawiać, że dziecko będzie się nas bało. Są inne sposoby dyscyplinowania. To prawda, że dzieci potrafią czasem wyprowadzić z równowagi nawet świętego.

I jeśli nam się zdarzy jakiś klaps, to jeszcze nie tragedia, nie koniec świata. Ale jeśli rodzic nie panuje nad sobą i bije swoje dziecko, to dla niego sygnał, że to on ma problem, że nie radzi sobie z wychowaniem, traci kontrolę nad sytuacją. I nie ma co zrzucać winy na dziecko, że nas do tego doprowadziło. To my jako dorośli mamy obowiązek nad sobą panować.

Warto pamiętać, że tak naprawdę grzeczniejsze i chętniej podejmujące wspólne działania z rodzicami są te dzieci, które wychowywano bez bicia. Klapsy są zresztą mało skuteczne – dziecko pilnuje swojego zachowania wtedy, kiedy dorosły jest w pobliżu. A gdy go nie ma, robi, co chce. A nam przecież chodzi o to, żeby mu wpoić pewne normy i postawy, które przyjmie jako własne, a nie będzie udawało, że tak jest, pod wpływem strachu.

Poza tym bicie łamie szacunek dziecka do samego siebie, jest wyrazem przedmiotowego traktowania. To kiepski kapitał na przyszłość, bo większe sukcesy w mierzeniu się z wyzwaniami w dorosłym życiu będzie miało to dziecko, które jako dorosła osoba będzie mieć zaufanie do siebie.

Cała Polska bije dzieci

Fundacja dzieci Niczyje

Niewielu jest rodziców, którzy nigdy nie uderzyli swojego dziecka. Badania socjologiczne – odkąd skala problemu złego traktowania dzieci przez rodziców jest w Polsce diagnozowana, a więc od początku lat 90. – pokazują, że zdecydowana większość, ponad 80% rodziców przyznaje się do stosowania różnych form przemocy fizycznej wobec swoich dzieci.

Najczęściej są to klapsy i inne formy karcenia dziecka. Chociaż często przytaczamy wyniki badań, próbując oszacować przemoc w polskich rodzinach, jesteśmy świadomi, iż za tymi liczbami kryją się bardzo różne, często nieporównywalne doświadczenia dzieci. Na pytanie o stosowanie kar fizycznych wobec swojego dziecka, twierdząco odpowiadają zarówno ci rodzice, którzy wyprowadzeni z równowagi, kiedyś, raz uderzyli swoje dziecko, i choć dziś jest już dorosłe ciągle się tego wstydzą, jak i ci, którzy biją dziecko za każde przewinienie traktując lanie jako najskuteczniejszą formę komunikowania swojej dezaprobaty. Czasami statystyczne wskazania nie rozróżnią szczęśliwego, kochanego dziecka, które dostało w pupę, bo z uporem zbliżało się do gorącego pieca od dziecka, którego dzieciństwo było pełne cierpienia, strachu, bólu z powodu fizycznego maltretowania przez rodziców.

Nie jest naszym zamiarem demonizowanie problemu przemocy fizycznej wobec dzieci w polskich rodzinach. Z pewnością trzeba ostrożnie interpretować wyniki badań skali stosowania przez rodziców kar fizycznych. Spójrzmy jednak na inne ustalenia badawcze – 25% rodziców pobiło dziecko pasem lub innym przedmiotem, 5% z nich przyznaje, że zdarzyło się im pobić dziecko tak, że wynikiem tego był uraz fizyczny. 13% szóstoklasistów w Warszawie ujawnia, że są w domu bici nawet za drobne przewinienia.

Dzieci, nawet te, które są w domu ofiarami wyjątkowo surowej przemocy nie potrafią się bronić. Czasami są po prostu zbyt małe. Starsze kochają swoich rodziców, nie chcą ich oskarżać, utracić ich miłości. Usprawiedliwiają ich, ukrywają siniaki. Oskarżają same siebie – zasłużyłem/am na to bicie. Co więcej – od małego uczą się świata, w którym bije się dzieci i taki świat wydaje się im normalny.

Rodzice często bezrefleksyjnie stosują wobec swoich dzieci metody dyscyplinowania, których sami doświadczali w dzieciństwie i dzięki którym „wyrośli na porządnych ludzi”. Nie zauważają, że ranią dziecko, tracą jego zaufanie. Bijąc dziecko nie myślą, że uczą je tym samym komunikowania się za pomocą przemocy.

Musimy pomóc dzieciom. Wszyscy, a szczególnie profesjonaliści, którzy mają kontakt z dzieckiem i rodziną – lekarze, pielęgniarki, nauczyciele, pracownicy socjalni – muszą być wrażliwi, uważni, muszą potrafić rozpoznawać symptomy krzywdzenia dziecka, muszą wiedzieć jak interweniować, jeśli sytuacja dziecka budzi ich niepokój.

Musimy też pomóc rodzicom. Często biją dzieci, bo są bezradni wobec trudności, które wiążą się z rolą ojca i matki. Nie wiedzą, co zrobić, kiedy małe dziecko ciągle płacze, jest nieznośne, a starsze słabo się uczy, pyskuje i zaczyna palić papierosy. Przytłoczeni poczuciem odpowiedzialności za swoje dziecko biją, bo wierzą w skuteczność kar fizycznych, ale także dlatego, że nie znają alternatyw. Stres i niepowodzenia sprawiają, że są niecierpliwi, nerwowi, muszą odreagować. Biją też dlatego, że tak trudno o wsparcie i pomoc w sytuacjach, gdy rodzicom brakuje umiejętności i wiedzy, jak radzić sobie z wyzwaniami wychowania dzieci.

dr Monika Sajkowska, dyrektor Fundacji dzieci Niczyje

Za i przeciw klapsom- opinie rodziców

Ja wychodze z prostego założenia – jeżeli mam być dla dziecka wzorem do naśladowania, to czego go nauczę za pomocą klapsów? Tego, że wyjdzie z założenia, że skoro mamusia go bije, to czemu on nie może robic w ten sam sposób?

Synek przechodzi teraz okres napadów złości, ale tłumię je w każdy inny sposób – tłumacże, podniosę głos, ale to wszystko. Jak mnie uderzy – musi przeprosić, jak nie chce – do łóżeczka i siedzi aż się nie uspokoi i nie zrobi „cacy”. Jak czymś w złości rzuci, to musi podnieść.

Marzy mi się, żeby tej cierpliwości starczyło mi na zawsze…

Bicie-NIE !

Klaps-TAK

A zauważyłaś,ze dla wielu osób klaps i bicie w dosłownym znaczeniu to TO SAMO. Nie rozumiem tego, ale spotkałam się z komenowaniem klapsa w sposób następujący:…że to znęcanie się, zastraszanie, przemoc itp. Idąc tym tokiem myslenie np. zakaz obejrzenia bajki czy postawienie do kąta można nazwac np. znęcaniem się psychicznym, matretowaniem psychicznym… ( co oczywiście jest wierutną bzdurą, podobnie jak to,ze klaps to stosowanie przemocy)Dla mnie bicie np. kablem czy czymś tam gdzie popadnie a klaps to dwa bieguny.

Mój ojciec miał metodę wychowywania wojskowym pasem, oboje z mężem obiecaliśmy sobie że nasze dziecko nie doświadczy bicia. jest to najgorsza metoda wychowawcza jaka może być – świadczy o naszej bezsilności wobec dziecka.

Ja bym tak nigdy nie zrobiła………jestem przeciwna nawet klapsom….po przeczytaniu książki „Dobra miłość” umocniłam się w tym przekonaniu…..kary cielesne wzbudzają jedynie agresję…..którą dziecko potem musi jakoś wyładować……..

jak coś przeskrobałam w dzieciństwie – też dostawałam klapsa od taty (nierzadko tęgiego!) I jakoś nie czuję się z tego powodu skrzywiona :))))) A skutkowało! Mówię Ci!

Ja nie byłam bita i mam nadzieję, że nigdy nie uderzę mojego dziecka (choć nieraz przyklnę sobie pod nosem) uważam, że to bez sensu !!!

pamiętam dużo lań, i nie wspominam ich jako coś dobrego, coś co chciałabym powielić w swojej rodzinie, dlatego gdy Jurek wspomina coś o „edukacyjnym” klapsie- jak lwica bronię Tamarki

zdecydowanie nie pochwalam tej „metody wychowawczej” która z wychowaniem nie ma nic wspólnego

Nie bije i nie daje klapsow – juz prawie 4 lata.

Dawida wysyłam za to do swojego pokoju w celu uspokojenia (moze wrocic jak skonczy histeryzowac ze zlosci) a Michała po prostu zagaduje bo jest jeszcze za młody na metode starszego brata

Ja akurat mam takie zdanie na temat bicia dzieci, że jeśli jest to konieczne, to trzeba zbić. Nie mówię o katowaniu, ale normalnym laniu. Nieraz może nawet o tęgim laniu. Ja osobiście byłam bita i uważam, że z moim charakterkiem nic innego by nie podziałało. A poza tym rozsądne bicie, czy karanie oznacza miłość. Rodzice chcą dla dzieci jak najlepiej i jeśli tego nie rozumieją, to pewne rzeczy muszą do nich jakoś dotrzeć. Nieraz poprzez pasa. Nie wyobrażam sobie, jak moje np. 3-letnie dziecko, które już bardzo dobrze wszystko rozumie i bardzo dobrze wie czego chce nie oberwało manta za to, że stroi mi takie fochy w jakimś miejscu. Tym bardziej, jeśli wcześniej taka sytuacja miała miejsce i słowna reprymenda nie poskutkowała.

Takie jest moje zdanie i mam zamiar tak wychowywać dziecko. Ale jeszcze raz podkreślam, że bicie to ostateczna ostateczność.

Nie wolno bić dzieci! Nie wolno dać nawet klapsa. Pomijam, ze to poniżające zarówno dla dziecka jak i rodziców, ale też kompletnie nieskuteczne. Udowodniono, ze dzieci bite (takie, co dostają klapsy) po pierwsze zachowują się grzecznie tylko w towarzystwie rodziców, po drugie mają zachwiane poczucie własnej wartości, jeśli nie mogą sobie z czymś poradzić w kontaktach interpersonalnych to biją rówieśników. Bicie – to ogromna porażka rodziców. Poza tym agresja rodzi agresję.

Pamiętam, jak kiedyś klepnęłam mojego siostrzeńca – miał wtedy trzy-cztery lata. Oddał mi. Osłupiałam. Zapytała go, jak śmiesz mnie bić gówniarzu. A on sepleniąc odpowiedział: Ty mnie możesz poniżać, a ja ciebie nie??

Bite dzieci czuja strach i dlatego czegos tam nie robią przy rodzicach. dziecko powinno wykonywac polecenia rodziców, dlatego, ze ma do nich szacunek i zaufanie.

Co to znaczy zasłuzony klaps?? Co dziecko musi zrobić, zeby zasłuzyć na bicie? czy Ciebie maz np. bije, jak zupa jest za słona, czy jak nie upierzesz przez miesiąc pościeli??

Klaps wymierzony dziecku za kare, to jest bicie slabszego, czyli jest to przemoc fizyczna i psychiczna,

Jezeli masz obnizone poczucie wlasnej wartosci to znacznie bardziej prawdopodobne jest, ze wynika ono z Twoich zyciowych

problemow, a nie klapsa w dziecinstwie.

Ja dostalem kilka razy od taty w tylek, do dzisiaj pamietam za co i uwazam, ze absolutnie mi sie nalezalo. Nie tylko nie zywie zalu do mojego taty ale rowniez twierdze, ze bylo to z milosci.

Przy okazji chcialbym przestrzec innych rodzicow: owszem, bicie dziecka za przewinienia jest w porzadku, ale nie robcie tego przy innych dzieciach, zwlaszcza wychowywanych ‚bezstresowo’, bo zaczna sie znecac nad Waszym dzieckiem.

10 argumentów powyżej pasa przeciwko biciu

1. Bicie prowadzi do fizycznych obrażeń, zasinień, uszkodzeń nerwów, złamań kości.

2. Bicie niszczy ufność dziecka i poczucie własnej wartości.

3.Bicie to przekazywanie przemocy z pokolenia na pokolenie.

4. Bicie uczy, że rację ma tylko silniejszy.

5. Rodzic bijący za złe zachowanie nie pokazuje dobrego wzoru.

6. Bite dziecko zachowa się grzecznie ze strachu i tylko w obecności tego, kto bije.

7. W bitych dzieciach zostaje na zawsze uraza.

8. Dzieci są bite za zachowania, które nie są złe, ale wynikają z naturalnej aktywności dziecka

w poznawaniu świata lub są próbą zwrócenia na siebie uwagi.

9. Dzieci łatwiej uczyć tłumacząc zasady i dając własne zachowania za wzór odpowiedzialności

i samodyscypliny.

10. Szukanie uzasadnień dla kar cielesnych w Piśmie Świętym to przykład wybiórczego wykorzystania

tekstów religijnych dla usprawiedliwiania wypaczeń we własnym myśleniu.

Klapsy – karać czy nie

Pragniesz by twoje dziecko zawsze było grzeczne i od razu spełniało to, o co prosisz. Każde dziecko, by stać się dobre, musi najpierw posmakować zła. Niewłaściwe zachowanie malca nie wynika z chęci zrobienia im na złość, czy ze złego charakteru. To eksperyment, by poznać ich reakcje. Od was zależy, czy niepożądane zachowania wejdą na stałe do repertuaru malucha. Szantaż, kaprysy lub nieposłuszeństwo to dla małego dziecka sposób na określenie relacji między Wami a nim.

Wszystkie maluchy w głębi serca chcą żyć w zgodzie z rodzicami, z drugiej strony zachowują się prowokacyjnie, doprowadzających swoim zachowaniem do rozpaczy. Nie daj się sprowokować. Jeśli zachowasz spokój i będziesz konsekwentna, dziecko dowie się:

Na ile może sobie pozwolić

Że niegrzeczne zachowania to zły sposób na zwrócenie na siebie uwagi

Kto rządzi w domu

Karać czy nie karać?

Wychowanie malucha nie powinno opierać się na karach. Zamiast karać dziecko spróbuj skupić się na wspieraniu zachowań pozytywnych. Zamiast zakazywać, karcić, krzyczeć, dawać klapsy, ustal granice, których przekraczać nie można. Nie szczędź maluchowi pochwał, gdy się do nich stosuje.

Tego na pewno nie należy robić!

-Nie stosuj kar fizycznych – nie dawaj klapsów, nie bij, nie potrząsaj maluchem

-Nie strasz ojcem

-Nie upokarzaj, porównując dziecko z grzecznymi rówieśnikami

-Nie groź

-Nie strasz, że przestaniesz kochać – takie słowa potrafią zachwiać poczuciem bezpieczeństwa dziecka

-Nie wygłaszaj długich przemówień, stanowcze, „nie’’ trzy zdania prostego wyjaśnienia wystarczą.

Klaps powoduje, iż dziecko:

-Zamiast zrozumieć swoją winę i myśleć o naprawieniu szkody koncentruje się na chęci odwetu

-Pozbawione jest bardzo możliwości nauczania się ważnych wewnętrznych procesów poznawczych unaoczniających mu złe zachowanie

-Nie ma możliwości poczucia swojej sprawczości, że coś może, coś mu wychodzi

-Klaps wpływa negatywnie na poczucie własnej wartości .

Co można zrobić zamiast klapsa?

-Wskaż w czym dziecko mogłoby ci pomóc

-Wyraź ostry sprzeciw dotyczący konkretnego zachowania

-Wyraź swoje uczucia i oczekiwania

-Pokaż dziecku jak naprawić zło

-Zaproponuj wybór

-Przejmij inicjatywę

-Daj dziecku odczuć konsekwencje złego zachowania

Jaki jest skutek stosowania klapsa jako formy karania?

Poczucie krzywdy

Nienawiść do rodzica

Upokorzenie

Złość

Naruszenie godności osobistej.

Konflikty wśród dzieci

Każdy z nas zauważa jak łatwo i często dochodzi do konfliktów w grupie dzieci, na placu zabaw, w piaskownicy czy w przedszkolu. Można zadać pytanie dlaczego tak się dzieje i jakie są przyczyny.

Nie jest trudno dowieść że najczęściej dynamiczne i konfliktowe zachowania wynikają z naturalnych cech i zdobytych doświadczeń przez dziecko.

 

Wymienić tu można zachowania kiedy dzieci:

– sprzeciwiają się gdy nie godzą się być pokrzywdzone,

– chcą zwrócić na siebie uwagę innych dzieci lub rodziców, chcą być stale zauważane,

– sprawia im satysfakcję i zadowolenie kiedy wygrywają pojedynek, rywalizacją, uczestniczą w zabawach w których mogą wyzwolić swoje emocje,

– naśladują zachowanie starszych kolegów, lub widziane w telewizji,

– z jakiegoś powodu są zestresowane i szukają sposobu na rozładowanie emocji.

– mają własne doświadczenia z przemocą i brutalnością np. w rodzinie.

Zastanawiając się jednak dalej dojdziemy także do wniosku że dzieci muszą uczyć się zasad zgodnego współżycia w grupie. Dzieci bowiem:

– wolą wyrwać zabawkę niż poprosić lub poczekać na swoją kolej,

– reagują w sposób najprostszy dając upust zniecierpliwieniu i złości.

– chcą dominować

– próbują narzucić swoją zabawę lub własne zasady,

– nie rozumieją zagrożenia, bo nie poznały skutków i konsekwencji złego zachowania,

– nie nabyły umiejętności społecznych, zasad współżycia, grzeczności, nie przeszkadzania innym,

– nie potrafią szukać lepszych rozwiązań w trudnych i konfliktowych sytuacjach.

 

Dziecko nauczy się i pozna te wszystkie zasady jeśli rodzice, opiekunki lub nauczycielki będą pokazywać i korygować zachowanie, pomagać wspierać właściwe zachowania i postawę. Musi ono jednak przebywać w grupie, musi zdobywać doświadczenia spokojnie i bez pokrzykiwania i strofowania, kiedy nie zmusza się je do biernego podporządkowania, nie straszy i nie separuje od innych dzieci aby mieć święty spokój. Proponujemy kilka praktycznych rad w konfliktowych sytuacjach.

– Nie musimy reagować natychmiast, gdy tylko zauważymy początek konfliktu. Dajmy dzieciom trochę czasu na zdobywanie ważnych doświadczeń w rozstrzyganiu sporów.

– Jeśli konflikt ma szansę szybko wygasnąć starajmy się nie być stroną w konflikcie ani sędzią.

– Należy jednak kontrolować dyskretnie rozwój dalszych zdarzeń aby zapanować nad sytuacją kiedy będzie taka konieczność.

– Kiedy konflikt się rozwija trzeba spokojnie i jednoznacznie skrytykować zachowanie dzieci. Muszą wiedzieć co im wolno, a na co pozwolenia nie mają.

– Rozdzielone i wzburzone dzieci najlepiej najpierw na chwilkę posadzić aby ochłonęły uspokoiły się i same postarały się ustalić przyczynę i źródło konfliktu. Niech opowiedzą co czują i czy jeszcze pozostała przyczyna złości oraz co można zrobić aby załagodzić konflikt. Po krótkiej przerwie najlepiej zaproponować inną zabawę.

– Nie należy lekceważyć istoty i wagi dziecięcych problemów. Bardzo ważne jest aby pomagać dzieciom w wyjaśnieniu przyczyny sporu, aby każde mogło spokojnie powiedzieć o co poszło.

 

 

Najwięcej korzyści wyniosą dzieci jeśli same znajdą rozwiązanie problemu. Rozwiązanie narzucone przez dorosłego który występuje w roli arbitra nie ułatwia poznawania przyczyn sporu przez dziecko i poszukiwania alternatywnych rozwiązań. Ponieważ dziecko uczy się najszybciej i najefektywniej doświadczając pozwólmy im na to i zaufajmy, traktujmy je jak mniej doświadczonych lecz pełnoprawnych, małych ludzi.

 

 

zebrała opracowała

Izabela Łuczak

Czytamy rysunki naszych dzieci

Dziecko w wieku przedszkolnym interesuje się otaczającą rzeczywistością: poszukuje, bada, obserwuje. Trzeba wykorzystać każdą chwilę, aby rozbudzać jego ciekawość oraz rozwijać posiadane, wrodzone zdolności. Dzieci myślą w sposób magiczny. Znajduje to odzwierciedlenie w ich obrazkach. Spontanicznie namalowane rysunki, które przykuwają uwagę, to życie młodego człowieka, realny i fantastyczny świat widziany oczyma dziecka.

 

Rysunki mogą ukazywać radość lub smutek towarzyszący dziecku w jego życiu codziennym. Są to dokumenty opisujące marzenia, sny, lęki, pragnienia. Poprzez język graficzny, jakim jest rysunek, dzieci ukazują nam siebie, swoje spojrzenie na świat. Wyrażają to inaczej niż dorośli, znacznie prymitywniej i niezręcznej, ale zawsze swobodniej, szczerzej i ciekawiej.

 

Działalność plastyczna spełnia również funkcję terapeutyczną. Przez rozwijanie oraz kształtowanie różnych umiejętności dziecka, uczy wiary we własne siły i możliwości twórcze. Maluch tworzy, bawiąc się rysowaniem, rysuje to co umie i jak umie, gdyż podświadomie gromadzi różnorodne przeżycia i doświadczenia, których intensywność wymaga rozładowania, więc przekazuje je w działalności plastycznej. Taka ekspresja to forma komunikacji z innymi ludźmi , to niejako odtwarzanie stosunków międzyludzkich. Wszystko to jest źródłem przyjemności, radości i interesującym zajęciem podobnie jak zabawa.

 

Wnikliwie obserwując prace plastyczne dzieci możemy poznać ich uczucia, dowiedzieć się czy są szczęśliwe, co myślą, czego się obawiają, o czym marzą, jak postrzegają najbliższe otoczenie.

 

Wskazówki:

 

 

KOLORY:

 

1. Rysunki o bogatej kolorystyce świadczą o prawidłowej kondycji psychicznej dziecka, pozbawionej lęków, a wypełnionej radością i optymizmem.

2. Ciemna kolorystyka / czernie i szarości / może świadczyć o skłonnościach do stresu, o towarzyszących dziecku lękach i obawach.

3. Zdecydowana dominacja czerwieni z czernią może zdradzać skłonności do agresji.

 

 

LINIE:

 

1. Linie wyraźne, długie towarzyszące żywej kolorystyce świadczą o otwartości, pewności siebie i stabilności emocjonalnej.

2. Linie cienkie, delikatne, często krótkie mogą mówić o braku wiary we własne siły, braku pewności siebie i skłonnościach do ukrywania własnych uczuć.

 

 

POSTACIE:

 

3. Postacie niewielkie lub rysowane na krawędziach kartonu, mogą sygnalizować o nieśmiałości i braku wiary we własne siły, niepewności.

4. Rozmieszczenie na rysunku członków rodziny świadczyć może o charakterze zacieśnionych więzi z dzieckiem np.

 postacie rozproszone – rozluźnione więzi,

 bliskość postaci – silne więzi,

 oddalenie od rodziców – poczucie zagubienia, niedoceniania.

 postacie dużych rozmiarów, centralnie rozmieszczone, wypełniające niemal całą kartkę mówią nam o pewności siebie, wewnętrznej energii, otwartości dziecka.

 A postacie rozmieszczone w centrum rysunku, to postacie ważne dla dziecka, z którymi jest ono w silnym związku emocjonalnym, bądź mówią o pozycji jaka ta osoba zajmuje w rodzinie.

 

5. Umieszczanie wielu szczegółów na postaci lub rysowanie jej z ogromną starannością to sygnał dotyczący znaczenia lub dominacji tej osoby w rodzinie.

 

6. Pomijanie własnej osoby w rysunkach prezentujących rodzinę może świadczyć o braku doceniania własnej pozycji, o zaburzonych relacjach rodzinnych np. brak miłości.

 

7. Rysowanie tylko siebie może być sygnałem nadmiernej na sobie koncentracji z powodu np. nadopiekuńczości ze strony rodziny lub przeciwnie braku zainteresowania (dziecko czuje się zaniedbywane, opuszczone, może liczyć jedynie na siebie).

 

8. Pomijanie postaci lub ich fragmentów, oszpecanie czy też pomniejszanie postaci na rysunkach może świadczyć o nieprawidłowych relacjach np. zazdrości, rywalizacji, niechęci, braku bliskości.

 

9. Ukazywanie siebie mniejszym lub młodszym niż w rzeczywistości może sugerować chęć powrotu do bezpiecznego, beztroskiego dzieciństwa, pozbawionego np. nakazów, zakazów, zdań, nowych ról (np. braku jednego z rodziców, pojawienie się młodszego rodzeństwa), którym nie może obecnie sprostać.

 

10. Prezentowanie w rysunkach rodziny osób fikcyjnych może być wynikiem pragnień, marzeń o poszerzenie jej np. o rodzeństwo, ojca, matkę.

 

11. Rysowanie w tematach rodziny jedynie domu – budynku pozbawionego ludzi może świadczyć o niestabilnych np. konfliktowych relacjach rodzinnych zaburzających u dziecka poczucie bezpieczeństwa czy trwałości rodziny.

 

12. Kolejność rysowania postaci i czas poświęcony na ich narysowanie (ilość nanoszonych szczegółów) może świadczyć o roli i pozycji jaką dla rysującego zajmuje prezentowana postać.

 

 

Podkreślanie smutku, żalu w rysunku

 

(mimika twarzy, łzy), przygnębiające otoczenie, katastroficzny krajobraz, może świadczyć o lękach, przykrych przeżyciach np.. utrata kogoś bliskiego, wypadek, rozstanie rodziców.

Powtarzająca się niepokojąca tematyka prac plastycznych

powinna stać się sygnałem do uważnej obserwacji i otoczenia dziecka szczególną opieką, a nawet do sięgnięcia po psychologiczną poradę.

 

 

WSKAZÓWKI dla ZAINTERESOWANYCH

dziecięcą twórczością plastyczną:

 

 

 Zapewnij dziecku różnorodne materiały plastyczno-techniczne potrzebne mu do podjęcia działalności, swobody wyboru materiału i tematu.

 

 Zapewnij dziecku czas i miejsce na przemyślenie rysunku i jego wykonanie. Gwałtowne przerywanie pracy tłumi jego twórcze myślenie i zaangażowanie.

 

 Stwórz atmosferę życzliwości.

 

 Ucz dziecko zachowania ładu i wspólnego sprzątania po zakończeniu pracy.

 

 Ciesz się z każdej wykonanej pracy plastycznej swojego dziecka i zachęcaj je do tego, by kończyło rozpoczęte działania, przez co uczysz je wytrwałości.

 

 Rozmawiaj na jej temat – pytaj, delikatnie sugeruj co ci się podoba w rysunku a co można inaczej przedstawić. A jeśli coś cię niepokoi czy dziwi subtelnie porozmawiajcie o tym. Daj mu czas, aby opowiedziało, co namalowało, ulepiło.

 

 Nie oceniaj kategoriami: brzydki-zły, ładny-dobry. Mów: Ale się napracowałeś, ale oryginalny rysunek….itp.

 

 Nie należy dziecka przekonywać, że jego praca jest wykonana super, jeśli ma ono odmienne zdanie i to pokrywa się z rzeczywistością. Wtedy lepiej zapytać dziecko: chcesz nową kartkę? chcesz narysować jeszcze raz?

 

 Pozwól dziecku na samodzielność wykonania pracy, chyba że prosi cię o jakąś wskazówkę czy pomoc, wtedy nie odmawiaj!

 

 Doceniaj wytwory plastyczne swojego małego artysty. Pokazuj znajomym i rodzinie, niech dziecko widzi, że jego prace są interesujące dla innych i zauważane. Szacunek dla pracy dziecka oraz dla efektów jego pracy jest rzeczą bardzo ważną.

 

 Nigdy nie wyrzucaj pracy plastycznej przy dziecku. Przecież dziecko zawarło w niej swoje marzenia i wizje otaczającej nas rzeczywistości. To obrazowe odbicie psychiki, przeżyć i doświadczeń dziecka.

 

 

 

Literatura:

1. Dorance S.: „Zajęcia twórcze w przedszkolu”, Wydawnictwo Cyklady, War-szawa 1997

2. Gloton R, Clero C.: „Twórcza aktywność dziecka”, WSiP, Warszawa 1988

3. Kwiatkowska M.: „Podstawy pedagogiki przedszkolnej”, WSiP, Warszawa 1985

4. Michchejda – Kowalska K.: „O dziecięcej wyobraźni plastycznej”, WSiP, Warszawa 1987

5. Szuman S. „O sztuce i wychowaniu estetycznym”, PZWS, Warszawa 1992

6. Szuman S.: „Sztuka dziecka”, WSiP, Warszawa 1990

 

Jolanta Bot